Talent a pasja- nieodłączne połączenie?

talent  studentka z warkoczem

Talent. Musisz go mieć, żeby mówić o pasji! Jak coś robisz, to musisz to zrobić świetnie. Za pierwszym razem oczywiście.

Gdzie myślimy, że talent odgrywa główną rolę? Na przykład w takich przypadkach:

Zaczynasz grać na gitarze? Początek z „Miłość w Zakopanem” powinnaś mieć w małym palcu!

Chcesz rysować? No musisz co najmniej zrobić reprodukcję „Mona Lisy”! I to nie po cyferkach!

Śpiew? No co, Ty! Jeżeli nie brzmisz jak Celine Dion to weź se odpuść. I tak dalej…

Talent – czy jest tak istotny w pasji?

Wiesz, z tym talentem do pasji jest tak, że on się przydaje. No bo nie oszukujmy się, jeżeli ktoś ma talent (lub inaczej: różnego rodzaju predyspozycje, na przykład genetyczne) do malowania czy do śpiewania, czy czegokolwiek innego, to będzie mu trochę łatwiej. Ale to nie znaczy, że nie musi ćwiczyć i szlifować tego talentu.

Mamy tendencję do przeceniania wkładu talentu w to co robimy lub chcemy robić, ale nie doceniamy wpływu ćwiczeń na daną umiejętność. Kiedy to piszę, przyszedł mi do głowy taki przykład: prawdopodobnie całkiem nieźle chodzisz. Z górki, pod górkę, po prostej drodze, oblodzonej i takiej z dziurami. Ale jakby popatrzeć na nasze początki w chodzeniu, to cóż, szału nie ma i pewnie po jakichś dwóch chwiejnych krokach zaliczyliśmy kolokwialnie mówiąc glebę. Cóż, takie uroki nauki chodzenia.

I mimo, że się przewróciliśmy to i tak było super, bo hej! zaczęliśmy właśnie chodzić (co nasi rodzice pewnie dość szybko zaczęli przeklinać, ale mniejsza)! Czy mieliśmy talent do chodzenia? Podejrzewam, że nie większy niż pozostali. Czy mimo to wyrobiłyśmy tę umiejętność do świetnego poziomo? Owszem.

Na późniejszych etapach ta radość z zaczynania i próbowania jakoś uleciała. Pojawiło się za to przekonanie, że od razu musimy robić rzeczy super i ultra świetnie, a jak nie umiemy zrobić czegoś idealnie, to w ogóle nie powinniśmy próbować.

No przecież tak się nie da!

I sorry, ale w taki sposób to my nigdy nie znajdziemy sobie pasji ani zainteresowania! Uwielbiam piec, ale czy to oznacza, że każdy mój wypiek wygląda jak z KUKBUKa? Oczywiście, że nie! Ba! część z nich jest nadającym się tylko do wyrzucenia zakalcem. I jasne, że się na to wkurzam. Że chciałabym, żeby było idealnie albo chociaż dobrze, ale akceptuję, że procesie uczenia się i rozwijania będą fuckupy i wpadki. I wiem, że to nie jest łatwe, bo trudne emocje z samej swojej definicji nie są łatwe, ale one po prostu będą. I zamiast rzucać całą pasją i zainteresowaniem w cholerę, daj sobie przestrzeń na próby, wpadki i nieudane eksperymenty.

Poprawiaj zdanie piętnaście razy, a potem zacznij od początku. Myl się grając tę solówkę, której właśnie się uczysz. Uszyj krzywo poszewkę i zamaluj obraz. To naturalny etap. A im więcej będziesz ćwiczyła, tym lepiej będzie Ci to wychodziło.

Czy tylko w pasji?

Pozwolę sobie tutaj na jeszcze mały wtręt: to próbowanie możesz odnieść do wszystkiego, także do efektywnej nauki i do planowania. Nie nauczysz się planować, ani nie znajdziesz odpowiedniego dla siebie systemu, jeżeli nie będziesz planowała i próbowała różnych systemów. Nie będziesz dobrze umiała, jeżeli nie zrobisz powtórek i nie dobierzesz systemu nauki pasującego dla siebie. Próbuj, próbuj, próbuj i jeszcze raz próbuj! Tylko tak dowiesz się czy coś działa, jak działa i jak to zmienić lub wykorzystać!

 277 Wszystkie wyświetlenia,  1 views today