Jak medytować?-wywiad z Dorotą z witajslonce.pl

jak-medytować-studentka-z-warkoczem

Zdjęcie Zoltan Tasi ze zbiorów Unsplash


Na początku wyzwania #medytujzszw obiecałam, że wkrótce pojawi się wpis dotyczący tego, jak medytować. Jednak jak sami wiecie, również jestem na początku medytacyjnej drogi. Dlatego szukałam kogoś, kogo można określić mianem eksperta w tej dziedzinie. I tak oto, powstał ten cudny wywiad z Panią Dorotą
Wiszniewską z witajslonce.pl. Zapraszam!

D: Hej! Na początku szczerze dziękuję za zaproszenie do wywiadu. To dla mnie prawdziwa przyjemność,mówić o medytacyjnym stylu życia i rozwoju świadomości. Im więcej ludzi może poznać ten temat, tym lepiej. Czuję się wyróżniona, że akurat ja mogę Wam o tym opowiedzieć.

SzW: Jak zainteresowała się Pani medytacją?

D: Kilka dobrych lat temu byłam w takim momencie w życiu, że bardzo potrzebowałam zmiany. Utkwiłam w miejscu, w którym z pewnością nikt nie chciałby się znaleźć. Żeby jakoś sobie z tym poradzić, zapisałam się na jogę. Ponieważ mogłam chodzić na wszystkie zajęcia, trafiłam też na lekcję medytacji i pranajamy – medytacyjnych ćwiczeń oddechowych. Jedno i drugie wyjątkowo mi się spodobało. Wywoływały one nowy stan umysłu, jasny, akceptujący i kojący, będący prawdziwą ulgą od zagubienia, jakie wtedy odczuwałam. W połączeniu z jogą, usuwającą wszystkie napięcia z ciała i ugruntowującą w tu i teraz, były doskonałym uzdrowieniem dla moich skołatanych nerwów.


Zostały ze mną na dłużej, a później, krok po kroku, zaczęłam poznawać ten temat głębiej i dowiadywać się, na czym polega praca z umysłem, ale też – w jaki sposób medytacja pomaga żyć, jak układa poprzewracane klocki w głowie i duszy, pomaga spojrzeć na nasze życie z dystansu i zobaczyć więcej.

Temat świadomości i odkrywania, czym jest w istocie nasze życie, zawsze mnie pasjonował, więc medytacja bardzo naturalnie dołączyła do moich zainteresowań.”

Co zmieniło się w Pani życiu odkąd zaczęła Pani medytować?


D: Medytacja była tylko jednym z wielu elementów na mojej drodze, więc choć zmieniło się wszystko, i to na lepsze, to trudno przypisać to wyłącznie jej. A jednak od niej wszystko się zaczęło, był to początek mojej wędrówki na zupełnie inny poziom życia. Zupełnie inaczej teraz patrzę na siebie i świat, niż wcześniej, jestem wewnętrznie spójna, sprawcza, obecna i świadoma, co się we mnie i wokół mnie dzieje. Wydarzenia nie rzucają już mną niczym dryfującą łódeczką. Patrzę na życie w zupełnie inny, pozbawiony przypadkowości sposób, z szeroko otwartymi oczami, umysłem. I coraz częściej sercem, a to dla mnie najcenniejsze 🙂

Na pewno właśnie dzięki medytacji poznałam prawdziwe znaczenie uważności i umiejętność prawdziwego delektowania się chwilą, bez ciągłego wewnętrznego męczącego szemrania. Moja codzienność nabrała barw, bez potrzeby niekończących się fajerwerków i atrakcji. Ale też bez rezygnacji z nich, bo jesteśmy tutaj żeby żyć, rozkwitać. Jestem świadoma ludzkiej wielowymiarowości, tego, że często coś się we mnie dzieje, czasem bardzo intensywnie, ale nie muszę się z tym identyfikować
ani z tego powodu cierpieć, mogę poznawać to i wybierać wciąż od nowa. A pod tym wszystkim jest spokojna, niezmienna Obecność. Tajemnica. To najpiękniejsza niespodzianka, ale nie jest obowiązkowa.


„Każdy z medytacji może wziąć to, co jest mu najbardziej potrzebne na dany moment. Koncentrację. Stabilność. Lekkość. Zaglądamy do naszego wnętrza, a tam jest wszystko, czego potrzebujemy. „

Dorota z witajslonce.pl

Gdy myślimy o medytacji widzimy osobę ze skrzyżowanymi nogami… Jak powinno się medytować? Czy są jakieś metody, techniki, ułożenie palców? Co jest dobre na początku?


D:Jest wiele różnych szkół medytacji, i może się okazać, że chodzi kompletnie o różne medytacje! Więc nie zrażajmy się, jeśli na początku odkryjemy coś, co nam nie odpowiada 🙂 Spokojna medytacja mindfulness będzie bardzo się różnić od na przykład intensywnej, transowej medytacji kundalini czy dynamicznej medytacji Osho. Jest też medytacja z wizualizacją, wewnętrzna podróż, która polega jeszcze na czym innym.

W medytacji chodzi o…

skupienie na własnym wnętrzu, przeniesienie uwagi ze świata zewnętrznego na to, co dzieje się wewnątrz, na obserwację naszego doświadczenia bez oceniania go, i zatopienie się w tym stanie świadomości. Nawet bieganie może być formą medytacji, lub
sprzątanie, gdy już wiemy, o co w tym chodzi. Na początek najlepsza jest po prostu uważność, skupienie na chwili obecnej. Można na przykład usiąść z płomieniem świecy i po prostu wpatrywać się w niego, słuchając swojego oddechu. Ogień przyciąga wzrok i uwagę, a do tego patrzenie na niego jest przyjemne i uspokaja. Istotne jest, aby siedzieć z prostym kręgosłupem, nie zakładamy też nogi na nogę, siad skrzyżny jest OK, bo otwiera biodra – chodzi o to, aby energia i oddech w naszym ciele mogły swobodnie płynąć. Poobserwujmy ten stan, pobawmy się nim. Przekonanie, że medytacja to coś szalenie poważnego i napuszonego, to mit.


Z kolei ułożenie palców to mudry, pomagające nam w osiąganiu określonych stanów umysłu. Dobrze znane jest połączenie kciuka z palcem wskazującym opierając dłonie na kolanach, reszta palców wyprostowana – ta mudra sprzyja koncentracji. Można też połączyć dłonie w mudrę „jak do modlitwy”, lub ułożyć jedną dłoń w drugiej z wnętrzami dłoni skierowanymi w górę. Sami musimy sprawdzić z czym nam będzie najlepiej, lub jeśli zupełnie tego nie czujemy, po prostu swobodnie oprzeć dłonie na kolanach.


Techniki mają nam ułatwiać praktykę, nie są to żadne sekretne rytuały o tajemnym znaczeniu, lecz narzędzia. Jest wiele książek i publikacji wnikliwie opisujących, dlaczego konkretne techniki działają, nawet jeśli dziwnie wyglądają. Mnie to przekonuje, bo nie lubię „czary-mary” i brania rzeczy na wiarę. Jednak od długiego czytania i analizowania lepsza jest po prostu regularna praktyka i uważne słuchanie intuicji. To ona powie nam najlepiej, w czym się dobrze czujemy i co jest dla nas najlepsze. By nie komplikować, na początek im prościej, tym lepiej. Nic na siłę.

O czym starać się myśleć podczas medytacji, a może powtarzać sobie jakieś mantry?


Często słyszymy poradę, że należy „nie myśleć”. To oczywiście niewykonalne, kiedy na początku jesteśmy przyzwyczajeni do gonitwy myśli. Wydaje się, że mamy naprawdę wiele pilnych spraw do przemyślenia, akurat wtedy, kiedy zaczynamy medytować. Do tego dopadają nas wszelkie możliwe emocje.


Początkowo nauka medytacji przypomina bardziej zmagania z samym sobą. A nie tędy droga, bo zarówno myśli, jak i emocje, to nic złego, jeśli nie zaczynamy z nimi dyskutować, walczyć i wikłać się w nie. Raczej chodzi o to, żeby zauważać ich obecność, tak, jakbyśmy badali ciekawe zjawisko. A potem puszczać dalej. Myśli i emocje oddalają się i robią miejsce na nowe, a w miarę postępu praktyki stopniowo się rozstępują. Wtedy można siedzieć, albo iść, bo lubię medytować na spacerze, i po prostu być. Bycie to bardzo prosta przyjemność, której, wciąż nieobecni, nawet nie zauważamy.

Na początku medytacji…

najlepiej jest skupić całą uwagę na oddechu, śledzić uważnie każdy wdech i wydech. Nauczyć się zauważać, kiedy zajmują nas myśli, i wracać do oddechu. Możemy powtarzać sobie: „wdech”, „wydech” albo liczyć na wdechu do trzech, na wydechu do trzech. Skupiać się na powietrzu wypełniającym nasze ciało, a potem opuszczającym je. Stopniowo koncentracja będzie przychodziła coraz łatwiej.
Mantry to też dobry pomysł, jeśli czujesz, że do Ciebie przemawiają, zachęcają Cię – to warto spróbować.

Mantry mają dwie zalety:
1. po pierwsze każda ma jakąś swoją wibrację, czyli sama w sobie już coś oznacza i dostraja nas do tego znaczenia,
2. po drugie nie jest tak łatwo zasnąć, jak w ciszy 🙂 Jeśli nie czujesz gotowości, żeby mówić je na głos, to można powtarzać je w myślach. Lubię na przykład mantrę Om, która jest bardzo kosmiczna, transcendentna, ale można powtarzać też na przykład „kocham” albo „dziękuję”. Mantry można też śpiewać. W kilka osób, przy ognisku, z gitarą i bębnami, można oddać się takiej śpiewanej medytacji na cały wieczór z wielką przyjemnością. Wspaniale poprawia samopoczucie.

Co poradziłaby Pani osobom na początku medytacyjnej drogi?


D: Przede wszystkim…

nie walcz ze sobą. Medytacja to nauka słuchania i akceptowania, poznawania siebie. Odkrywania, że do tej pory, tak bardzo zajęci światem zewnętrznym, nie poświęcaliśmy uwagi samym sobie. Ale to też powolne, cierpliwe budowanie nowych nawyków, nowego sposobu myślenia i postrzegania rzeczywistości, gdy jednak wciąż powracają stare schematy. Warto podarować sobie czułość i wyrozumiałość. W tylu sprawach siebie poganiamy, strofujemy. W tej odpuśćmy. Nie da się medytować stojąc nad sobą z batem. To sztuka rozgaszczania się w samym sobie, uważnego delektowania się swoją własną obecnością. Bez potrzeby, że coś ma być doskonale, bez oczekiwań i dążenia do celów. Jesteś tu i teraz, i ta chwila jest wszystkim.

Po drugie…

znajdź swoją drogę. Czy to będą mantry, czy mindfulness, czy śpiewanie, czy oddychanie, z mudrą czy bez, z kadzidłami i świecami czy w słońcu na łące. Niech to będzie coś, co czujesz. Już dość czasu spędziliśmy podążając nie naszymi drogami, przekonani, że tak trzeba, bo ktoś tak mówi, bo tak „powinno się” robić. Warto poznać też różnych nauczycieli medytacji, skorzystać ze wsparcia kogoś, do kogo czujemy zaufanie i pozytywnie „rezonujemy” z nim, czy to na zajęciach, czy przez internet. Miło mi oczywiście będzie gościć Was na moim blogu witajslonce.pl, gdzie regularnie poruszam temat medytacji. Będą się też pojawiały prowadzone medytacje.

Po trzecie…


praktykuj regularnie, bo chodzi tu nie tylko o wyrobienie nawyku, ale również o opanowanie nowej umiejętności, a do tego droga prowadzi przez systematyczną praktykę. Nie przejmuj się, że w ogóle nie idzie. Pewnego dnia wyjdzie. Nie musisz specjalnie ustalać godziny ani miejsca, choć stworzenie rytuału pomaga wejść w odpowiedni mindset. Jednak w bardziej zajęte dni można pomedytować choćby pięć minut nad poranną kawą. Dobrze jest zadbać też o ciało, bo jego stan ma bardzo duży wpływ na naszą świadomość. Ciało ma być rozciągnięte, wyoddychane, najedzone, napite i załatwione, a najlepiej do tego utulone i ukochane. Wtedy się lepiej medytuje, bo umysł jest połączony z ciałem; łatwiej się relaksując, będzie nam mniej przeszkadzał zajrzeć w głąb.

Powodzenia i cudownej drogi 🙂

Ja natomiast chciałaby ze swojej oraz całej społeczność SzW serdecznie Pani podziękować za udzielony wywiad, wskazówki i drogowskaz do dalszej przygody z medytacją! Życzę, by spokój ducha i szczęście nigdy Pani nie opuszczały!



Ściskam,
Ola!