Blogowe błędy jakie popełniłam

blogowe-błędy-studentka-z-warkoczem

Blogowe błędy to coś, o czym się raczej głośno nie mówi. Zresztą, kto chce mówić na forum o swoich błędach? Ale myślę, że dla wszystkich, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z blogowaniem takie podsumowania powinny być bardzo przydatne. W końcu nie od dzisiaj mówi się, żeby się uczyć na cudzych błędach, a nie własnych 😉

Co zrobiłam nie tak?

W związku z niedawnymi urodzinami bloga, pomyślałam, że podzielę się z tobą też czymś innym, a nie wyłącznie sukcesami. A że blogowych błędów na początku popełniłam całą masę (serio!), to powstał dość obszerny wpis!
To przez blogowe błędy mój blog właściwie ruszył na trochę przed swoimi pierwszymi urodzinami. I to za ich sprawą wciąż określam się mianem „początkująca blogerka” 😉

1. Zapomniałam o regularności

Jeśli blogowe błędy miałyby jakąś hierarchię, tan z pewnością byłby na samej górze. Na początku blogowania zapomnienie o regularności to najgorsze co może być. Bo jeśli nie jesteś regularnym czy regularną w tym co robisz, to nawet jeśli ktoś trafi na twoją stronę i zastanie tam jeden wpis w ciągu pół roku, to mogę się założyć, że na długo ta osoba nie zostanie.

I tak, raz na pół roku to jest pewna regularność 😀 Ale chodzi o to, żeby posty były możliwie często. U mnie zazwyczaj jest to jeden wpis tygodniowo, czasami dwa lub raz na dwa tygodnie, ale to raczej rzadkość. Do siebie zapraszam w soboty!

Tip: Wypracuj sobie swoją regularność! Może to być codziennie, raz w tygodniu itp. Najważniejsze jest to, żeby pisać i zapełniać swoje miejsce wartościowymi treściami!

2. Wzorowałam się na gigantach

To taki błąd-nie-błąd. Bo z jednej strony takie study-case są świetne, gdy się uczysz blogowania, ale z drugiej… z drugiej już niekoniecznie. Dlaczego? Ponieważ ci giganci są już lata świetlne od ciebie, więc jeśli ty wejdziesz w ich aktualne buty, to to po prostu nie wyjdzie.

Ja mam kilka takich twórców, których pracę podpatruję. Z tym że na początku chciałam być od razu jak oni, a przecież Krakowa nie zbudowano w jedną noc! Za większością sukcesów stoi cała masa ciężkiej pracy i poświęconych dłuuuuuugich godzin. Nie zadziała to jak za dotknięciem magicznej różdżki.

Tip: Popatrz co twój gigant robił na początku swojej drogi i swój study case oprzyj na jego działaniach z przeszłości.

3. Nie stawiałam na rozwój

Eeeee, „wzorowałaś się na gigantach, ale się nie rozwijałaś?” Żeee coo?
No…tak. Tak było, potwierdzam. Chodzi po prostu o to, że przyjęłam sobie, że niektóre rzeczy robię wystarczająco dobrze, niektóre beznadziejnie i trzeba się z tym pogodzić i kropka.

A tak nie jest. Uważałam(nie tylko ja), że jestem niezła w pisaniu. Oki, ale pisanie wypracowań, to co innego niż pisanie bloga.

Zrobienie zdjęcia na bloga lub insta, to nie to samo co zrobienie zdjęcia jakiejś roślince w ogrodzie.

A do tego marketingi, seo, ogarnianie jak i po co działa blog, hostingi, domeny i cała wielka masa rzeczy, która jest do zrobienia przy blogu i w ogóle przy jakimkolwiek innym biznesie, a nawet hobby jest czasami onieśmielająca. I jakoś tak łatwiej jest przyjąć, że się do tego nie nadaję, niż wziąć się w garść i do pracy, to znaczy do nauki nowych rzeczy!

Tip: To nie jest tak, że się do czegoś nie nadajesz. Na pewno nie możesz tego stwierdzić jeśli tego nie spróbujesz. Dlatego nie przerażaj się, nawet jeśli coś brzmi kosmicznie, tylko spróbuj! Najwyżej nie wyjdzie, a świat się nie zawali.

4. Nie planowałam i popełniałam błędy blogowe!

W kategorii błędów, ten błąd też pewnie znalazłby się wysoko. Nie jest tak, że ciągle mam energię i siłę do działania. Nie zawsze mi się chce. Czasem też zwyczajnie nie mam czasu lub pojawiają się inne przeszkody. I wtedy blog stoi.

Znaczy stał, bo teraz jestem mądrzejsza o doświadczenie z błędów płynące. Wiem, że w trakcie sesji ciężko mi wygospodarować energię na pisanie nowego wpisu. Wiem też, że niekoniecznie publikacja postu może być moim marzeniem w trakcie wakacyjnego wypoczynku czy świąt.

Tip: dlatego warto mieć kilka postów w zapasie, zrobić sobie kalendarz ich publikacji czy choćby uwzględnić w kalendarzu momenty, o których na pewno wiemy, że nie będzie nam się chciało. To pomaga być na bieżąco!

Blogowe błędy nie takie straszne!

Z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że cieszę się, że popełniłam te błędy na początku. I że udało mi się zorientować i wyciągnąć z nich naukę! To sprawiło, że teraz mogę działać dużo bardziej efektywnie i długofalowo. Jasne, nie jestem jeszcze mistrzynią, ale powoli powoli i do celu!

Ty też nie powinieneś lub nie powinnaś się przejmować, że błędy się pojawiły, ale próbuj wyciągnąć z nich naukę na przyszłość!

A przede wszystkim: nie poddawaj się, jeśli serio ci na tym zależy!

Ściskam,
Ola!

Hej! Przypominam o ankiecie! Kliknij TUTAJ i ją szybciutko wypełnij! Dzięki!